Mały Lodowy Szczyt

 Mała wyprawa w Tatry – mały Lodowy Szczyt przez Czerwoną ławeczkę

 

I nic może nie byłoby dziwnego że chcę to opisać ale po drodze miałem kilka przygód..

 

Wyszedłem w góry 0 7.00 – niby późno , jednak na szlaku nie było zbyt wielu turystów. Swoją wycieczkę zacząłem z miejscowości Wysokie Tatry szlakiem zielonym – wzdłuż kolejki szynowej. Śmiechowe – całe podejście 20 min.. za co płacić? 

Zmiana na czerwony szlak – fajne widoki i trochę płaskiego do pobiegania. Szybko skręcamy w lewo na szlak niebieski. Tu już bardziej technicznie się robi po kamieniach nierówno ułożonych. 



Chcąc skrócić drogę schodzę na ścieżkę w kierunku żółtego szlaku i .. wpadam nogą w dziurę z wodą – szlag.. mokry but, skarpeta. To zła wiadomość bo jeszcze kupa kilometrów. Nic – mając doświadczenie z biegów zatrzymuję się i ogarniam buta ( tzn wykręcam skarpetę i smaruję stopę sudocremem) to najczęściej wystarcza na długie bieganie / chodzenie. Doszedłem skrótem do żółtego..

 

Pnę się w górę ale coś mi nie gra. Nie widzę szlaku i tylko 1 jakiś turysta gdzieś wysoko.. zgubiłem szlak. Ciekawe te oznaczenia tu mają. Wracam. 

W pewnym momencie płaskowyż – myślę – acha – to już skręt na przełęcz Siedelko.. a tu nagle łańcuchy i drabinki. Tak lubię takie rzeczy – szybko do góry. Podnoszę wzrok – a tu słynna czerwona ławeczka. Se myślę – ale numer – wcale nie chciałem tu dojść. 

Z tego miejsca dalej w górę – ale coś mnie tknęło że chyba coś nie tak – faktycznie – w dół.. tu dopiero połączenie z kolejnym szlakiem – zielonym . Widzę przełęcz w oddali i w głowie – jpdl ile zakrętów z poniszczonych górskich schodów . Liczę jeden, dwa, trzy… dziesięć, jedenaście.. nie – to bez sensu już nie liczę. Jest przełęcz. Myśl – teraz na szczyt- kurde – wysoko tam.

 




Schodzę ze szlaku i widzę ścieżkę – jest ok, zegarek świetnie się sprawdza bo gps dokładnie pokazuje gdzie jesteś. Wspinaczka – nie za trudna nie za łatwa. Jest ok. Raczej myśl – jak ja potem zejdę w dół. 

 

Wszedłem na szczyt – widoki – kozackie – niedaleko Lodowy Szczyt – kiedyś tam wejdę ale to już trzeba mieć kogoś do pomocy. Wejście z dołu 3h 30 min ( normalnie trzeba liczyć 6-7 h)




Dobra – schodzę – uuu.. czwóreczki już bolą – teraz po tym nieoznakowanym szlaku w dół do przełęczy. Po zejściu – jak to mówi mój syn – jaskinią smauga – czyli sypki kamień który leci w dół po każdym kroku. Przełęcz.

 

Zszedłem po tych zniszczonych schodach – kierunek restauracja pod Łomnickim szczytem. 

Do czerwonej ławeczki już kolejka – a jak ja schodziłem to raz po łańcuchach, raz po linach – jak mi wygodniej i szybciej było. Im niżej tym więcej turystów. Niestety wyrażnie widać że ludzie ‘spacerują’ po górach. Nic by nie było w tym dziwnego gdyby nie fakt np. obuwia i kondycji..

 

Zielonym w dół i na czewony szlak w lewo. Myślę – już niedaleko . Kurde jaki jestem głodny. Cukier, cukier , cukier.. pod górę – delikatnie ale pod górę. Tu już slalom pomiędzy turystami. Rodziny, dzieci.. bardzo trudne do omijania. Takie uroki wakacji.. jest kanjpa!!!

 

Pyszna zupka wjechała i kafka.. mniam.. nie mają coli - szok

 

Teraz już ‘tylko’ 10 km w dół. Najpierw stokiem narciarskim. Ku mojemu zdziwnieniu kolana ok, troszkę łydki bolały ale już miałem trochę tych zbiegów w nogach. To trzeba jeszcze przed kolejnymi zawodami poprawić. Poza tym wszystko zadziałało. 

Zielonym szlakiem w dół – skrót przez las do niebieskiego – i spokojna ścieżka prawie bez stonki turystycznej aż do bazy kolejki. W dół – 12 min i byłem już na mecie. Łącznie 7h! 31 km i 2330 m w górę.

 

Bardzo fajna wycieczka, masa wrażeń i widoków. Polecam

 

Pozdrawiam wszystkich

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do biegów ultra ( po górach ) NIE trzeba ‘biegać’

Silne nogi.. silna głowa.. jak minęło kolejne wyzwanie w Słowenii

Dinarides Ultra Trail - Góry Dynarskie – czegoś takiego jeszcze nie widziałem